do początku mapa serwisu kontakt  
Czytelnia » Przy porannej kawie
Broń mnie Boże przed „przyjaciółmi…”

W ostatnich miesiącach awansowałem. Jedna godność, druga, trzecia. Nowe tytuły i nowe zajęcia. Miło jest o tym rozmyślać pijąc poranną kawę i zastanawiać się, dlaczego mnie to spotkało. W głowie, i to nie pod wpływem kofeiny, rodzą się przyjemne uczucia, które obficie spływają na pozostałe części organizmu.

            Ani zobaczyłem, jak nagle pojawiło się wokół wielu „przyjaciół”. A to spieszących z gratulacjami, a to przypominających o wspólnie spędzonych chwilach, a to zapewniających, iż zawsze dobrze mi życzyli i o mnie pamiętali. Proszony też jestem niespodziewanie na kawy, grille i przyjęcia. Były też e-maile, smsy, gratulacyjne telefony. Pewne indywiduum, które starało się być moim utrapieniem na każdym kroku i nie żałowało czasu oraz resztek godności, by mnie poniżać, zaprosiło nawet do swego gabinetu (obecnie już byłego gabinetu), gdzie starało się zapewniać o życzliwości.

            A przy okazji zawsze słyszę, że są do załatwienia pewne  sprawy…, że można będzie…, że należałoby…, że powinienem poprzeć…, że może…, że jest okazja…, że należy…

            Wysyp owych „przyjaciół” znacznie przekroczył liczbę moich prawdziwych PRZYJACIÓŁ. Tych oznaczonych przymiotnikiem i dużymi literami cenię, szanuję i poważam, gdyż byli, są i wiem, że będą moimi.

            Obca była mi dotychczas sentencja przypisywana kard. de Richelieu (+1642): „Broń mnie Boże przed przyjaciółmi, przed wrogami obronię się sam”. Dotarła do mnie owa, podobno, kardynalska mądrość z uświadomieniem sobie ludzkiej małości i nagłej interesowności.

Tak, broń mnie Boże przed „przyjaciółmi”.

 

PS. Czytelniku, zwróć łaskawie uwagę na duże i małe litery.