do początku mapa serwisu kontakt  
Czytelnia » Przy porannej kawie
Jak zostałem wyznania mojżeszowego

Lubię podróżować środkami miejskiej komunikacji. Co prawda moi przyjaciele (i przyjaciółki) mają więcej argumentów „przeciw” niż „za”, ale wówczas oddaję się dyskretnej obserwacji osób, okolicy – już mniej dyskretnie – i podziwianiu przesuwających się za oknem krakowskich obrazów.

Dzisiaj do porannej kawy wybrałem biało-czarną filiżankę. Dlaczego? Bo w ten sposób pragnę nawiązać do tramwajowej podróży sprzed kilku dni. Usiadłem na jedynym wolnym miejscu w tramwaju. Naprzeciwko kobieta z dzieckiem liczącym około 6 lat. Przez chwilę wpatrywała się w mój jedwabny szaliczek zakupiony w Kambodży. Nic dziwnego, podoba się wielu osobom. Mnie też się podoba, inaczej przecież nie pozwoliłbym sobie na jego nabycie drogą kupna. Przez chwilę pomyślałem, że może zostanę „zagadany”, zapytany, pochwalony o dobry gust. Aż tu nagle matka mówi do dziecka: „Widzisz synku, to jest tałes, używają go Żydzi. Rozmawialiśmy wczoraj o nich. Tałes zakładają Żydzi do modlitwy, a pobożni Żydzi noszą go nawet codziennie”. W duchu mnie zatkało. Ja w tałesie? Spojrzałem na mój od kilku dni ulubiony szaliczek. No tak, czarny, w białe paski, z charakterystycznymi frędzelkami przypominającymi cycesy.

Zaczynam rozpinać płaszcz, by pokazać, że to nie tałes, tylko mój kambodżański szalik, że to tylko część garderoby. A matka, całkowicie ignorując moje myśli i ruch, mówi do synka dalej: „Pobożni Żydzi noszą tałesy jak my krzyżyki i medaliki. Modlą się tak samo jak my, tylko, że my żegnamy się i składamy ręce, a oni się kiwają. Jak wychodzisz z domu to się żegnasz, a babcia robi ci na głowie znak krzyża. Pobożni Żydzi dotykają mezuzy, która jest umieszczona na drzwiach. Tak, jak my, Żydzi mają swoje domy modlitwy. Spotykają się w soboty w synagogach, jak my w  niedzielę kościołach”.

Nie chciałem przerywać matczynej katechezy, której treść bardzo mi się podobała. A matka dalej: „Widzisz dziecko, pobożni Żydzi zawsze mają nakrytą głowę. Noszą mycki, albo jak ten pan – tu wskazała na mnie – noszą kapelusze”. Zbliżał się mój przystanek, zapiąłem płaszcz. Miałem sprostować, że nie jestem ani pobożnym Żydem, ani nawet Żydem. Że nie noszę tałesu tylko szalik. A kapelusz to moje zwykłe nakrycie głowy. W tej chwili matka powiedziała do syna: „Jak  kiedyś pójdziemy do synagogi, to może spotkamy pana i wtedy będziemy mogli sobie więcej z panem porozmawiać”. Uśmiechnąłem się i wyszedłem z tramwaju. Nawet nie powiedziałem współpasażerce, że rozmowa to werbalny kontakt dwóch osób, a jej słowotok to zwykły monolog. A swoją drogą, kobieta zaimponowała mi religijną wiedzą...