do początku mapa serwisu kontakt  
Czytelnia » Przy porannej kawie
Kolejowe Polaków rozmowy


Pijąc poranną kawę myślami często wracam do dni minionych. Tak już jest, tak nauczyłem siebie, że przyjmując kawę wybiegam w przeszłość i wspominam. I sobie się nie dziwię, bo kawa wprawia w błogi nastrój, melancholię i zadumę. Otworzyłem mój notatnik, rozpocząłem lekturę... Przypomniała mi przedwczorajszą podróż do stolicy. Stukot kół, za oknem znane mi krajobrazy, a w otwartym wagonie tłum jadących w większości na Centralny. Zanim konduktorstwo sprawdziło bilety i podano poczęstunek (tak szumnie nazywając 0,5 l wody lub herbatę albo czarny syntetyk w papierowym kubku z plastikowym mieszadłem i drobiną cukru też w papierze podanym) rozdzwoniły się telefony. Już w poprzednich podróżach siarczyście mnie drażniły. Uciszać innych? Nie będę walczył z wiatrakami i kopał się z koniem. Do problemu podszedłem twórczo. Znając bieg wypadków przygotowałem się do dyskretnego notowania niektórych rozmów. Nie było to trudne, bo współsiedzący przekrzykiwali się w rozmowach z niewidzialnymi rozmówcami. Oto najważniejsze zanotowane fragmenty i wątki rozmów w godz. 8.00-8.35:

- ogłoszenie o sprzedaży samochodu nadal aktualne (tu dłuższa lista zalet modelu WV z 1998) i niemal dobicie ceny – 1900 zł;

- „wiceministrowi należy uświadomić, że nasze pielęgniarki też mogą strajkować. I my też”;

- „pani profesor wspaniale wypadła w programie, książki zostawię w sali wiolonczeli, liczę na poparcie”;

- „nie oglądaj plebanii (domyślam się, ze chodzi o serial), bo ci szkodzi na oczy” – fragment z dłuższej perory starszej dystyngowanej pani, koleżanki Jadzi;

- „nie godzę się na wspólny grobowiec” – motywacja: „niech sobie leżą sami”;

- „sprawę kabli mamy za sobą, projektuj dach, wyślij chłopaków na wykop, a jak będzie padać rzuć im kilka peleryn”. Ten sam osobnik po chwili: Zejdź z dachu, niech się męczą inni, ty się chwyć poręczy”. Po chwili ciszy: „no, to się trzymaj”.

- „w trakcie konferencji, jak już odbiorę zaświadczenie, zadzwonię i spotkamy się na kawie”;

- telefon do Wieśka: „tego mecenasa można kupić, ale sprawę załatwić może tylko Waldek. I nikomu o tym nie wolno mówić. Pamiętaj, nikomu”;

- „daj mu kapelusik i krótkie spodenki” – w dalszej kolejności szczegółowe informacje o adresie przedszkola, którym dzwonkiem dzwonić i jak poznać wśród opiekunek rozczochraną panią Jolę;

- informacja gdzie w lodówce są pierogi;

- gdzie kupić bilet dla Jasia i kolegi do kina na sobotę, jak wrobić rodziców kolegi Jasia, by odebrali dzieci z kina;

- gdzie kupić tanią kiełbasę na grilla – bo swojej nie przyniosą – na dzisiejszy wieczór;

- „nie kupuj tej maści, tamta jest lepsza. Zocha mi też ją wciskała i zobacz co się ze mą stało”: - kwestia prezentu dla Ani z okazji awansu Zbyszka;

- przy omawianiu wysokości zapłaty za „te roboty” starsza pani ustaliła, ze „wystarczy dać mu 50 zł”. Po dłuższej rozmowie z której wynikało, że „i tak przepije” zdecydowała ta sama starsza pani: „kup mu nowe ziemniaki i opakowanie jajek”;

- gdzie naprawić sprężarkę i za ile (koparka volvo), po kilku rozmowach do różnych firm stanęło na „5 tysiakach w ciemno, z przeglądem osprzętu”;

- polecenie omówienia z szefem sprawę tygodniowego raportu „wykazując naszego zespołu szczególne zaangażowanie” i zasugerowanie nagrody;

- telefon od zbuntowanej córki, która nie chce iść do szkoły, bo w tych spodniach była już wczoraj. Negocjacje, tłumaczenia, wejście w „strefę ciszy”. Po chwili telefon matki do pani dyrektor z informacją, że córka jest chora. Matka obiecała wezwać lekarza.

- polecenie odmowy zakupienia „wiesz czego” w ich firmie. Nie można dać się naciągnąć, „to my ich, a nie oni nas”;

- sugestia – zapewne dla koleżanki – by nie zakładała śliwkowej bluzki na egzamin;

- kilka komentarzy nt. wczorajszego meczu (po zakończeniu rozmowy telefonicznej wywiązała się w wagonie ożywiona dyskusja temat Euro 2016 i szans polskiej drużyny);

- indywidualna lekcja biologii dot. jednokomórkowców;