do początku mapa serwisu kontakt  
Czytelnia » Przy porannej kawie
O codziennym ubiorze, czyli fragment mojego wykładu „psychopedagogika odbioru sztuki”

Ubieramy się różnie. Modnie, wygodnie, stylowo, luzacko. Strojem uwypuklamy urodę, zakrywamy braki, manifestujemy poglądy i przekonania, podkreślamy przynależność do danej grupy. Mundur określa przynależność do formacji wojskowych, służb porządkowych i ratunkowych. Habit jednoznacznie identyfikuje wspólnoty zakonne, a strój liturgiczny – rodzaj sprawowanego nabożeństwa. Były stroje bikiniarzy, punków, gotów, hippisów i innych. Oryginalne, specyficzne, różnorodne. Każdy z nas – w sferze ubioru – ma własne preferencje, upodobania i styl. Jednym się podobamy, a innym nie. No cóż, rzymianie zwykli mówić, iż de gustibus et coloribus non est disputandum. Zapewne mieli rację. Ale nie o gustach i kolorach chcę perorować, lecz o tym, że ubiorem wyrażamy szacunek do drugiej osoby.

I tutaj trzy kropki…Pominę dalszy dłuższy fragment wykładu, który notorycznie powtarzam słuchaczom psychopedagogiki odbioru sztuki i przejdę do konkluzji dłuższego wywodu.

Gdy wracamy z pracy, ze spotkania z przyjaciółmi, z „miasta”, a nawet z zakupów, to szybko przebieramy się w szare, znoszone i byle jakie ciuchy. Firmowe półbuty, wytworne szpilki lub pantofelki zamieniamy w rozczłapane papucie, w wersji damskiej często ozdobione – o zgrozo! – różowym pomponikiem. Elegancja i gust lądują w szafie do następnego wyjścia lub przybycia gości, a ich miejsce zajmuje bylejakość, szarzyzna i chorobliwe przywiązanie do potrzeby donoszenia bardzo dawno zakupionych ubiorów. Wyjaśniamy sobie, iż takie zachowanie wynika z oszczędności, roztropności i zapobiegliwości, że jest sumą z historycznych uwarunkowań, doświadczeń PRL itd. A może warto uświadomić sobie, iż to w domu, w naszych czterech ścianach są moi najbliżsi, osoby, które kochamy i chcemy przekazywać im pozytywną energię, przeżywać radość bycia razem i wspólnie cieszyć się sobą. Dla obcych i mniej kochanych ubieramy się ładnie, schludnie i elegancko. Dla najbliższych – byle jak, szaro i bez pomysłu. A przecież powinno być inaczej. Strój nie tylko zdobi człowieka, ale pomaga podbić serce drugiej osoby.

Tu koniec wykładu. I gdy wychodzę z sali zawsze wiele pań przyznaje mi rację.