do początku mapa serwisu kontakt  
Czytelnia » Przy porannej kawie
Żołnierze Wyklęci

Jutro Dzień Żołnierzy Wyklętych, wczoraj koncerty i akademie, bieg „Tropem Wilczym” na symboliczne 1963 metry. A ja wspominam noworoczne spotkania i opłatki sprzed lat dla żołnierzy i sympatyków 106 Dywizji Piechoty Armii Krajowej Inspektorat „Maria”, organizowanych w krakowskiej Rotundzie, na których niezmiennie pojawiali się Oni. Już niemłodzi, ale dumni i wyprostowani, z poczuciem godności. Zazwyczaj trzymali się razem, na uboczu i początkowo stroniąc od innych. Po kilku kolędach, łamaniu się opłatkiem i poczęstunku stawali się rozmowni i skorzy do wspomnień.

                O sobie mówi „kaesi”.

                I snuli wspomnienia o pozornie bezsensownej walce, o tułaczce, o obławach i poległych kolegach, o ubeckich katowniach, okrutnych śledztwach, wyrokach śmierci i oczekiwaniu na tę „chwilę”, o nadziei na ułaskawienie, o nocnych modlitwach i pokonywaniu beznadziei. Wspominali niezwykłą radość z zamiany KS [kary śmierci] na dożywocie, potem na 25 lat, na warunkowe zwolnienie, potem tułaczkę po PRL-u z etykietką bandyty. I zawsze kończyli swoje opowieści jakby niemym pytaniem czy „to” miało sens.

                Nie było „kaesów” na naszym partyzanckim opłatku ani w ubiegłym, ani w tym roku. Nie doczekali się odpowiedzi i wyjaśnienia sensu podjętej kiedyś walki o piękną, wspaniałą Najjaśniejszą.

                A pijąc codzienną poranna kawę rozmyślam o nich i wierzę, że spoglądając z niebiańskich obłoków wolności na składany ich poświęceniu hołd, na młodzież pełną patriotycznych uniesień, na pamięć o nich jako Żołnierzach Wyklętych, na odradzającą się Rzeczypospolitą, zrozumieli, iż „to” miało sens...